piątek, 27 marca 2015

Tadam powraca

Myśli i myśli i tak już trzeci dzień. 
Ile można? 
Dlaczego tym razem jak zawsze nie może poprostu zapomnieć...
Co zrobić aby wrócił? - a może nie robić nic? 
W końcu dała mu wybór - on go do konał.  Więc właściwie czego jeszcze oczekiwała?  Zrobił to co chciała. 
Tylko dlaczego to tak boli?
Dlaczego nie może odpuścić?
Co sie zmieniło od ostatniego razu? 
***
Czekała na jego decyzję...  bała sie jak nigdy dotąd. 
Z drugiej strony nie rozumiejąc dlaczego tak sie bała ani dlaczego tak jej zależało. 
Cały czas miała przed oczami słowa,  które ułożyły sie w wiadomość :
Chciałeś zapomnieć to zapomnij i daj mi poukładać ten haos. 
Chcesz zostać to bądź. Tyle. 
Jakaś część niej miała nadzieje, że zostanie. 
Sekundy płynęły jak godziny. 
W końcu dostała odowiedź. 
-jak... jak to...  dlaczego..  znowu? - wypowiedziała szeptem wpatrując sie w wiadomość. 
Zastanawiała sie jak mogła do tego wszystkiego dopuścić. Dlaczego zamiast w końcu pokonać ten mur została po innej stronie niż osoba na której jej zależy. 
Nawet nie spostrzegła kiedy po  jej twarzy zaczęły spływać łzy.
Dlaczego tym razem nie mogła machnąć na to ręką,  odwrócić sie i odejść z uśmiechem?
Nagle zadzwonił jej telefon:  Mama. 
Odebrała.  Nawet nie skupiła sie na rozmowie nagle usłyszała pytanie: 
-stało sie coś? 
-Nie.  Źle sie czuję. 
-dziwnie brzmisz. 
-to przez katar- odpowiedziała. 
Na jej szczęście po chwili zakończyła rozmowę.
Nie znośne łzy nadal swobodnie spływały po jej twarzy.
W słuchawkach zabrzmiała piosenka:  A Great Big World - Say Something.
Świetny zbieg okoliczności. 
***
Nadal siedziała zastanawiając sie nad obecną sytuacją.  Bez niego to nie to samo.  Skoro brakuje mi go tak bardzo po dwuch dniach bez rozmowy co będzie dalej?
Dlaczego...  do cholery dlaczego ona?  Dlaczego teraz?  Czy... nie to chyba nie mogłoby sie spełnić. 
Czy jeśli wykorzystam to co mi podarowałeś będziesz zły? Wściekły?  A może mnie znienawidzisz? 
Przecież ja cię... 
Znowu skończyła z niczym. 
***
W końcu doszła do jednego wniosku- musi z nim porozmawiać.  Po prostu musi mu to powiedzieć po tem niech sie dzieję co chcę.  Najwyżej znów skończy we łzach. 
Cały dzień miała to w głowie - podejdź ⇨ zagadaj ⇨wyjaśnij.
Jednak nie mogła sie na to zebrać.
Na pomoc w końcu przyszła jej przyjaciółka.
Zgarneła ich razem po lekcjach.
Więc...  teraz mu powie wszystko co zamierzała- zaraz...dlaczego aż tak sie boi? Dlaczego nie może nic powiedzieć. 
W końcu zebrała sie w sobie i streściła swoją wypowiedź w dwa zdania. Idiotko nie to chciałaś powiedzieć.
W końcu zostali sami. 
Czemu gadamy same bzdury - dziękuje ci mimo wszystko. 
Nawet nie wiesz jaką lekkość wnosisz do mojego życia.  Znowu moge się śmiać - mimo ciężkiej sytuacji w domu.
Dobra, ale na czym stoji? 
Nie zdajesz sobie sprawy jak mi ulżyło ani jak sie ucieszyłam gdy postanowiłeś wrócić. 
Do końca dnia nie zchodził mi uśmiech z twarzy.
A tobie przyjaciółko? 
Naprawdę dziękuje za pomoc... przyczyniłaś sie do mojego szczęścia.

wtorek, 3 marca 2015

Em... Tadam II?

Kolejna dziwna notka.  Kolejny raz pisana na lekcji.  Siła wyższa.
No i mam nadzieję,  że nie ma za dużo błędów.  Jednak pisane na szybko.
***
Następnego dnia siedząc na kolejnej już lekcji uśmiechem ukrywała łzy.  Później nawet nie miała siły a może chęci silić się już na uśmiech.
Dlaczego?
Wszystko przez jedno jego zdanie. ( Pewnie nawet nie był tego świadom . ) postanowiła,  więc ,, skupić się " na lekcji.  Nie szło jej to najlepiej.  Cały czas myślała,  dlaczego aż tak wzięła to do siebie.  No tak przypomniały się dawne czasy.  Może w tym wszystkim chodzi o coś więcej?
Oczywiście to ona postawiła na przyjaźń,  jednak chłopak nie musiał się zgadzać skoro nie chciał tego.  On tylko nie znał całej prawdy.  Zależało jej na nim.  Mimo wszystko strach zawsze zwyciężał. Tylko czego się bała?  Odżucenia?  Nie to nie to. Może zaangażowania? To jest już bardziej trafne.
Bała się znów zaangażować by nie cierpieć.  Po za tym nie chciała być jedną z tych zdesperowanych lasek zakochanej w chłopaku,  który po chwili zaczął by ją olewać.  Za często była już zabawką,  którą po zabawie odkładało się na półkę.  Dlatego trzymała się z daleka od związków,  chyba,  że miała pewność iż nie zaangażuje się uczuciowo.  Mało osób ją rozumiało nic dziwnego.  W końcu wszyscy żyją w tych swoich idealnych światach z swoimi wyobrażeniami.  Od dziecka widziała płaczącą matkę,  która nie potrafiła zakończyć patologicznego związku bo ,, wciąż go kocha ". Nic się z resztą nie zmieniło.
Nadal to samo,  więc nie ma czymś się chwalić.
Chciała żyć jak inni, też  chciała wejść do tego idealnego świata.
Jednak wolała siedzieć w swoim kącie, bała się zaryzykować więc była w nim sama chociaż wokół ma tyyylu przyjaciół.
Byli ludzie, którzy chcieli jej pomóc.  Nie którym się udawało,  a gdy już stała w progu tego idealnego świata  zostawiali ją, a ona z płaczem ponownie się chowała.
Po lekcjach znowu zaczęła myśleć co byłoby gdyby...
Była wściekła na siebie a jednocześnie rozżalona.  Znowu to robiła chociaż nie chciała.  Ze wściekłością i łzami spływającymi po policzkach siedziała słuchając jednej z ulubionych piosenek.
Czasem miała ochotę po prostu zniknąć,  skończyć z tym wszystkim,  jednak tego też nie potrafiła.
***

Krótkie trochem....
Mam nadzieję,  że to trochę ci pomoże ^^

poniedziałek, 2 marca 2015

Tadam!

Notka pisana na lekcji.  Dla tych co piszą do mnie przypominając mi o terminach!  ♡
Z góry przepraszam za błędy i literówki.  Mam nadzieje, że głupi słowniczek nie narobił znów bajzlu.
***
Kolejny ranek marca po raz kolejny rozpoczął się nie znośnym dźwiękiem kolejny raz już w tym tygodniu budzącego mnie budzika.  Nie chętnie wstałam i wyłączyłam powiadomienie na telefonie.
Ziewając przekroczyłam próg łazienki.  Puściłam wodę,  spiełam swoje przydługie już blond kosmyki w luźnego koka po czym zżuciłam z siebie ubranie i weszłam do kabiny prysznicowej.  Po nie zbyt długiej ciepłej kąpieli wyszłam z pod kojącego strumienia wody i opatuliłam się puchowym ręcznikiem.  Podeszłam do umywalki i przetarłam zaparowane lustro rękom.  Spojrzałam na bladą twarz z której wyróżniały się tylko zielone oczy z brązowymi łatkami.  Umyłam zęby i po uprzątnięciu pomieszczenia wróciłam do pokoju.  Szybko ubrałam na siebie przygotowane ubrania w postaci czarnych getrów i dłuższego kremowego sfeterka z czarnym krzyżem.  Wróciłam do łazienki gdzie rozpuściłam jak zwykle nie sforne włosy i wygładziłam je szczotką.  Za nim wyszłam do kuchni wzięłam ze sobą torbę stojącą obok jasnego biurka.
Na blacie wyspy kuchennej stał talerz z kanapkami.  Zasiadłam na jednym z krzeseł i wzięłam się za jedzenie.  Gdy nie ubłagalnie zbliżała się pora wyjścia do szkoły założyłam czarne trampki i płaszczyk schowałam jeszcze tylko drugie śniadanie po czym zamknęłam mieszkanie i ruszyłam w drogę. Po około dwudziestu minutach byłam już przed ceglanym budynkiem.  Szybko weszłam do środka i ruszyłam do szafki by odłożyć kurtkę. Pod salą stali już moi znajomi.  Brakowało tylko...  jego.
-co ci dzisiaj? -zapytał stojący nie daleko mnie blondyn.
-chyba po prostu się nie wyspałam -nie mieliśmy szansy na dlaszą rozmowę gdyż przyszła nauczycielka.
Przerwę przywitałam z westchnięciem ulgi.  Nie miałam ochoty siedzieć w szkole.  Najchętniej zaszyłabym się w domu w łóżku i poczytała książkę.
Przeszłam pod kolejną salę i zobaczyłam mojego przyjaciela.  Tylko przyjaciela- jak to musiałam codziennie powtarzać sobie w głowie.
Miałam ochotę się do niego przytulić jednak nie jestem pewna jakby zareagował.  Więc wdałam się w rozmowę z blondynem mijając bruneta niby obojętnie.
Chciałam z nim porozmawiać tak po prostu jednak nie potrafiłam znaleźć tematu,  który by interesował nas obu na tyle by rozmowa utrzymała się na dłużej niż minutę.
Na lekcji znów zamiast skupić się na temacie odwróciłam się do niego (jako iż siedział za mną ) i zaczęłam go zagadywać.
Czasami zastanawiam się czy on nie ma mnie za totalną idiotkę,  w sumie nie mogę powiedzieć,  że moje zachowanie na to nie wskazuję.  Znów westchnęłam.
-wszystko dobrze?  -usłyszałam jego głos.
Miałam ochotę się uśmiechnąć.
Może nie jestem mu aż tak obojętna?  Znaczy się...  chyba sama popadam w jakąś paranoje.
-po prostu się nie wyspałam.  No i głowa mnie trochę boli -odpowiedziałam siląc się na uśmiech.
Po chwili znowu schowałam się za opadającymi włosami.
-idiotka,  idiotka, idiotka -powtarzałam sobie w myślach.  Czemu to musi być trudniejsze niż bym chciała?
Reszta lekcji minęła szybciej niż bym chciała.
O znów to samo co zawsze.  Musiałam iść po siostrę.  Zniezbyt dobrym humorem opuściłam szkołe.
Idąc na autobus nagle dostałam sms 'a zdziwiona wzięłam telefon do ręki.
Szybko go odczytując.  Zwykły krótki sms od niego a ja znów się szczerzyłam jak głupia.
-jestem idiotką -powtarzałam sobie wsiadając do pojazdu.
***
Tyle.
Drogi Kuboszu nigdy nie mówiłam,  że jestem dobrą pisarką. Lubić pisać to nie to samo co umieć. Jeśli dotrwałeś tutaj to gratuluję.
Resztę zapraszam na drugiego bloga. Następna notka na rozmarzonej pojawi się jutro jakoż iż dzisiaj padam.
Mam nadzieje, że się podobało.